Tu wypoczywała żona Bolesława Prusa i rodzina Jabłkowskich – Urle

Tomasz Kaczor
Tomasz Kaczor

Urle – kurort z prawdziwego zdarzenia. Tu wypoczywała żona Bolesława Prusa i rodzina Jabłkowskich

Urle – ok. 70 km na południowy-wschód od Warszawy. Pod koniec XIX wieku w środku mazowieckiego lasu wyrósł kurort z prawdziwego zdarzenia.

Stacja w Urlach może nas zaskoczyć: pociąg odjeżdża, zostajemy na peronie, na lewo las, na prawo las. Wydaje się, że znaleźliśmy się w środku puszczy. Trzeba wiedzieć, w którą leśną ścieżkę się zapuścić, by dotrzeć do miejscowości dziś trochę zapomnianej, a przed kilkudziesięciu laty znanej tysiącom warszawiaków. Sosnowy las, rzeka Liwiec i krystaliczne powietrze – to słowa-klucze do Urli.

Na początku była puszcza, a w niej uroczysko. Puszczę nazwano Kamieniecką (od Kamieńca, dzisiejszego Kamieńczyka), a uroczysko Orlami, Orlymi Kątami, wreszcie Urlami. Nazwa nie ma nic wspólnego z drapieżnym ptakiem, być może pochodzi z języka osiadłych nieopodal w średniowieczu Jaćwingów, a oznacza prawdopodobnie miejsce nisko położone, bagienne.

Urle fot: Tomasz Kaczor
Urle fot: Tomasz Kaczor

Urle – osada położona w głębokim lesie

Na uroczysku powstała niewielka osada, która zapewne pozostałaby nieznanym nikomu siedliskiem, gdyby jej dzieje nie splotły się z dziejami odległego miasta i z rozwojem kolei w zaborze rosyjskim. Jednak kiedy w 1821 roku ordynat Stanisław Kostka Zamoyski odstąpił rządowi Królestwa Polskiego miasto i twierdzę Zamość, w zamian otrzymując dobra na Mazowszu i Podlasiu, między innymi w okolicy Jadowa i Łochowa, nic nie zapowiadało jeszcze rozwoju Urli. Osada położona w głębokim lesie była słabo skomunikowana z okolicznymi miejscowościami, a grunty wokół słabe, piaszczyste, pozbawione surowców dla przemysłu albo choćby drobnej wytwórczości.

Tekst pochodzi z podwarszawskiego przewodnika “Po kolei”. Książkę kupić można na stronie.

Impulsem do rozwoju stała się budowa Kolei Warszawsko-Petersburskiej. W 1862 roku gminę Jadów przecięły tory kolejowe, a urokliwe tereny nad Liwcem stały się dostępne dla warszawiaków szukających wytchnienia na łonie natury. Ich atrakcyjność była tym większa, że w czasie przed odzyskaniem niepodległości miejscowości takie jak Zakopane czy Sopot znajdowały się właściwie za granicą. Trzeba było mieć paszport, aby tam wyjechać. Trzy zabory były od siebie ściśle oddzielone. Szczególnie w Królestwie Polskim władze na wszelkie sposoby utrudniały kontakt z pozostałymi zaborami.

Malownicza rzeka, piaszczyste brzegi

Właściciele majątku postanowili wykorzystać walory przyrodnicze i klimatyczne Urli i ściągać tu letników z Warszawy, oferując im ciszę, powietrze rześkie i zdrowe, sosnowo-brzozowy las, malowniczą a płytką rzekę o piaszczystych brzegach i zdrowe wyżywienie z lokalnych produktów. Opinie wielu lekarzy zaświadczały, że tutejszy mikroklimat zbawiennie oddziaływa na górne drogi oddechowe, wspomaga leczenie anemii i wzmacnia dzieci zagrożone gruźlicą.

Urle fot: Tomasz Kaczor
Urle fot: Tomasz Kaczor

U schyłku XIX wieku wyjazdy na popularną dziś działkę lub letnisko nazywano wiligiaturami od włoskiego słowa la villegiature oznaczającego resort lub kurort. Pierwsze pensjonaty i domy dla letników powstały już w latach 70. XIX wieku z inicjatywy Zamoyskich, budowane przez tutejszych cieśli z wykorzystaniem lokalnego budulca, przede wszystkim sosny i brzozy.

W opowieściach dawnych wczasowiczów często powraca wspomnienie owego sosnowego aromatu, który unosił się nie tylko w lesie i ogrodach, ale i we wnętrzach. Domy tutejsze budowano wyłącznie z drewna lub szalowano drewnem, dwuspadowe dachy kryto najpierw strzechą, potem gontem, okna koniecznie zaopatrywano w okiennice, a szczyty domów zdobiono snycerskim ornamentem. Przed wejściem znajdował się kryty ganek, a od strony ogrodu duża weranda, oszklona lub otwarta, z ozdobną, ażurową balustradą. Sezon trwał od czerwca do końca września.
Wyjazd na letnisko

Na letnisko – często na wiele tygodni – przyjeżdżały panie domu z dziećmi i służbą, zaś ojcowie rodzin – urzędnicy, oficerowie, kupcy, przedstawiciele wolnych zawodów – zwykle odwiedzali je w weekendy, w niedzielne popołudnie wracając do Warszawy. Wyjazd na letnisko odbywał się w kilku etapach: najpierw z Urli wysyłano do Warszawy furmanki, które przywoziły niezbędne wyposażenie – pani z zamożnego domu nie wyjeżdżała bowiem bez ulubionych mebelków, zastawy, bielizny stołowej i pościelowej, lamp naftowych, samowara. Ze sprzętami przyjeżdżała służba, która czyniła stosowne przygotowania przed przyjazdem państwa. Wreszcie pani domu z dziećmi przybywała koleją, odbierana ze stacji przez gospodarzy.

Początkowo pociąg z warszawskiego Dworca Petersburskiego (dziś Wileńskiego) dowoził gości do Tłuszcza lub Łochowa, ale już pod koniec XIX wieku powstała stacja w Urlach, początkowo pod nazwą Platforma Zamoyskiego.
Nowe działki w Urlach

Rozwój letniska przyspieszył na początku XX wieku, gdy dobra objęła Maria z Zamoyskich Kurnatowska: po uzyskaniu zgody na wyrąb kawałka lasu Kurnatowscy zaoferowali na sprzedaż nowe działki pod budowę domów letniskowych. By zapewnić gościom komfort, wytyczone parcele miały mieć powierzchnię kilku tysięcy metrów kwadratowych, nie wolno było wycinać więcej niż 50 proc. drzewostanu ani „zakładać fabryk ani innych przedsiębiorstw, które by zatruwały powietrze lub zakłócały spokój”.

Wokół domków wyrosła bogata infrastruktura typowa dla modnych letnisk: restauracje, kasyno, kort tenisowy, boisko sportowe, place do gry w krykieta lub serso, sale gry w bilard, wypożyczalnie łódek i kajaków, wynajem wozów konnych na przejażdżki i leśne pikniki z muzyką. W okresie międzywojennym postawiono Dom Ludowy z salą widowiskową i biblioteką, a także poświęcono drewnianą kaplicę. To w tym domu swoją siedzibę miało założone w 1927 roku Stowarzyszenie Miłośników Urli.

Pensjonaty w gazetach

W 1929 roku Urle stały się samodzielną jednostką administracyjną z własnym Zarządem Gminy. Pensjonaty reklamowały się na łamach warszawskich gazet i czasopism. Anonse kwater dla Żydów, licznie odwiedzających Urle, zapewniały o dostępności produktów koszernych.

Wśród wielu znanych osób, które bywały w Urlach w czasach ich świetności, można wymienić żonę Bolesława Prusa, Oktawię Głowacką, aktorską rodzinę Trapszów z córką Mieczysławą Ćwiklińską, rodzinę Jabłkowskich – warszawskich kupców, bada- czy rodzimego obyczaju i folkloru Zygmunta Glogera i Tymoteusza Łuniewskiego, przyszłego dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, Stanisława Lorentza. Jako dziecko przyjeżdżał tu z matką Martin Gray, autor słynnej książki “Wszystkim, których kochałem”.

Na bale, koncerty, wycieczki, polowania, w odwiedziny do letników przyjeżdżały rodziny właścicieli okolicznych majątków ziemskich, np. z sąsiedniego Jadowa – Tadeusz i Miłosz Kotarbińscy.

Ocean bezbrzeżnie błogiego spokoju

Letnisko w okresie międzywojennym kwitło. O Urlach pisało się w prasie i przewodnikach: „obfitość balsamicznego powietrza i ocean bezbrzeżnie błogiego spokoju. Oto warunki dla tych, którzy chcą zasilić płuca i nerwy”.

 

Urle fot: Tomasz Kaczor
Urle fot: Tomasz Kaczor

W okresie powojennym w sosnowych domkach spędzali lato m.in. Leopold Staff, słynny chirurg-transplantolog Jan Nielubowicz, solista zespołu Mazowsze Stanisław Jopek z córeczką Anną Marią, Andrzej Żuławski i Małgorzata Braunek. Jednak w okresie PRL-u Urle nieuchronnie przekształcały się z letniska dawnego typu w miejsce wypoczynku zorganizowanego, refundowanego przez Fundusz Wczasów Pracowniczych: na wielkich leśnych działkach powstało kilka dużych ośrodków wczasowych, przede wszystkim znany obiekt Telewizji Polskiej, domy dla swych pracowników zbudowały także Telekomunikacja i Polskie Koleje Państwowe.

Co roku kilka tysięcy dzieci spędzało tu wakacje na koloniach. Po roku 1989, gdy Polacy odzyskali swobodę podróżowania, powoli zaczął zanikać zwyczaj spędzania wakacji na nieodległych od miasta letniskach.

Samodzielne domki letniskowe

Do dzisiejszego dnia w Urlach zachował się jeden ośrodek wypoczynkowy oraz kilkadziesiąt kwater prywatnych. Bardzo popularne stały się samodzielne domki letniskowe na własny, rodzinny użytek. Działa kilka barów z piwem i przekąskami oraz jedna jadłodajnia Pod Lipą serwująca domowe obiady i pyszne pierogi własnej roboty.

Urle pozostają jednak miejscem weekendowej rekreacji, doskonałym na spacer i wypoczynek na plaży, krótki spływ kajakiem lub wycieczkę rowerową po lesie. To miejsce dla każdego, kto poszukuje ciszy i kontaktu z przyrodą.

Dzięki inwestycjom samorządowym przygotowano sieć szlaków rowerowych Z naturą i kulturą. Szkoda, że tak niewiele pozostało z dawnej, sosnowej zabudowy (pojedyncze domy przy ulicy Kościuszki i 1 Maja), dokumentuje ją wystawa w siedzibie działającego od blisko stu lat Stowarzyszenia Przyjaciół Kultury w Urlach znajdującego się przy bibliotece. Na tyłach budynku można też zobaczyć rekonstruowaną typową urlańską werandę.

Stowarzyszenie gromadzi pamiątki dawnej świetności i dokumentuje dzieje letniska, organizuje też plenery i kiermasze artystyczne. Dodatkowo atrakcje w czasie wakacyjnym, organizowane w leśnym amfiteatrze koncerty muzyki kameralnej i jazzowej, festiwal Jazz w Lesie, przedstawienia teatralne.

Źródło:
http://metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/7,164136,23476488,urle-kurort-z-prawdziwego-zdarzenia-tu-wypoczywala-zona-boleslawa.html